wtorek, 14 grudnia 2010

Krótkie spotkanie z Radżastanem

Wraz z Delhi i Agrą, Jaipur tworzy tzw. „indyjski złoty trójkąt”, będący podstawą trasy niemal każdej wycieczki do tego kraju. Przerażone czarnymi scenariuszami, kreślonymi przed nami za każdym razem, gdy zaczynałyśmy mówić o tym, że nie mamy jeszcze zarezerwowanych biletów kolejowych, pierwsze godziny zaraz po przylocie poświęciłyśmy na zabookowanie online połączeń Delhi – Jaipur – Agra – Delhi.

Ponad czterogodzinna podróż do Radżastanu była naszą pierwszą stycznością z tutejszą koleją i konfrontacja ta przebiegła nader bezboleśnie. Nawet na ciche towarzystwo pewnych brązowych insektów w wagonie spuścimy litościwie zasłonę milczenia. Rehabilitujące dla indyjskiego przewoźnika było za to jedzenie, roznoszone nieustannie przez szwadron pracowników („W końcu mamy miliard ludzi”, jak zwykł mawiać nasz hinduski znajomy :-).

Sam Jaipur zdecydowanie okazał się być wart odwiedzenia. Jest tu wiele pierwszorzędnych atrakcji turystycznych, chociażby takich, jak będący symbolem miasta pałac Hawa Mahal.  Jest to niezwykła, barokowa konstrukcja, obfitująca w ażurowe balkoniki, zza których kobiety z haremu mogły swobodnie obserwować ulicę. (Radżastan nadal uchodzi za jeden z najbardziej konserwatywnych stanów w Indiach - w fabryce tkanin, którą odwiedziłyśmy, powiedziano nam, że wszystkie pracownice wykonują zlecenia zdalnie, z domu, podczas gdy mężczyźni pracują w siedzibie firmy. Na ulicy można także zobaczyć sporo kobiet w ubraniach zakrywających twarze, podobnych do arabskich kwefów).

Położony na wzgórzu, XVIII-wieczny Fort Amber również jest bardzo interesujący, podobnie jak Jal Mahal (Wodny Pałac), który chwilowo można oglądać tylko z brzegu. Madho Singh I zbudował go na środku jeziora, które zapewniało ochłodę jemu i jego dworzanom. Ciekawostką jest fakt, że w czasie monsunu, budynek do połowy wysokości zalany jest wodą.



Kolejnym niezwykłym miejscem jest obserwatorium astronomiczne Jantar Mantar. Jai Singh II zgromadził tu 16 gigantycznych instrumentów pomiarowych. Całość wygląda trochę jak futurystyczne miasto Brasilia, zaprojektowane przez Oscara Niemeyera. To, co jednak zdumiewa, to fakt, że powstało ono w XVIII wieku.


Wszystkie te miejsca same w sobie zasługują na uwagę, jednak (przynajmniej dla mnie, J,) najbardziej fascynujące jest w Jaipurze obserwowanie ulic, otoczonych rzędami różowych budynków. Są tu handlarze, którzy siedząc na ziemi, zachwalają swoje warzywa i owoce. Obok, grupka pięknie ubranych kobiet daje się skusić zachętom właściciela sklepu z różnobarwnymi tkaninami. Przed wejściem i rozpoczęciem negocjacji, obowiązkowo należy zdjąć buty i rozsiąść się wygodnie. Kilka metrów dalej, za przysypiającymi w swych pojazdach rikszarzami, stoją sprzedawcy nagietków, którzy przypominają nam natychmiast jednego z bohaterów filmu Miry Nair „Monsunowe Wesele”, zajadającego się z lubością tymi kwiatkami. Są tu też knajpki, gdzie za dolara można zjeść tyle dalu z chlebkiem chapati i ryżem, ile jest się tylko w stanie. Przed ich wejściami defilują majestatyczne święte krowy, a czasem, także nieco mniej święte świnki (wieprzowinę spożywa się ponoć w dobrze zamaskowanych restauracjach). Do tego trzeba dodać sprzedawców samos, rozstawione wszędzie worki z suszącą się papryką chilli, miski z czerwonym pudrem, którym zdobią przedziałek we włosach mężatki oraz muzułmańskich chłopców, walących z zapałem w bębny z okazji zbliżającego się religijnego święta.

I pomyśleć, że w pierwotnym planie podróży po Indiach miałyśmy to wszystko pominąć…







2 komentarze:

  1. Gdzie bedziecie miedzy 1 a 9 stycznia?
    Buziaki z zimnej Warszawy
    Agata

    OdpowiedzUsuń
  2. Agatko, na 90% Laos. 10 stycznia bedziemy na pewno w Bangkoku bo 11-tego przyjezdza do nas kolezanka. Potem, czyli ok. 13-tego ruszamy na tajskie - rajskie wyspy. A czemu pytasz? Napisz nam w mailu jakie macie plany

    OdpowiedzUsuń