piątek, 18 marca 2011

Kiwi

Chiński agrest – tak zwał się okrągły, brązowy owoc, który sprowadzono do Nowej Zelandii, gdzie wielkiego sukcesu jednak nie odniósł. Jego dobra passa przyszła, gdy jakiś zmyślny importer ochrzcił go imieniem ptaka, występującego tylko i wyłącznie w tym kraju. Kiwi. Owoce szybko zaczęły rozchodzić się jak świeże bułeczki, a nowa nazwa przyjęła się na całym świecie.

Grubiutkie, nielotne ptaki kiwi są największą miłością Nowozelandczyków i nieoficjalnym, narodowym symbolem. Identyfikacja mieszkańców NZ z brunatnym ptaszkiem jest tak silna, że sami siebie określają mianem „kiwis”. „Be a tidy kiwi!” – upomina napis na torebkach z supermarketu („Bądź czystym kiwi!”), wynajmij „pokój dla studenta w domu miłej pary kiwi (czyli nowozelandzkiej)”, etc… Historia tego przydomku sięga czasów wspólnej walki u boku Australijczyków – to właśnie Aussies nadali go swoim wschodnim sąsiadom podczas I wojny światowej.

Kiwi są zwierzętami nocnymi, mają świetny słuch, ale bardzo słaby wzrok. Najczęściej widzi się je grzebiące w ziemi swymi długimi, wąskimi dziobami. Spotkanie przedstawiciela tego gatunku na łonie natury plasuje się bliżej kategorii „cudów”, niż „możliwości”, tak więc większość turystów słono płaci za odwiedzenie specjalnego wybiegu, zwanego tu „kiwi house”(„dom kiwi”). Ptaki przebywają w nim za zaciemnionymi, lustrzanymi szybami z grubego szkła. Najczęściej, w ciągu dnia panuje u nich sztuczna noc, aby turyści mogli je zobaczyć w mroku. Czasem jednak możliwe są nocne odwiedziny w zoo.

Wypchany kiwi w Te Papa
Klapa silnika autokaru wycieczkowego
 


Kiwi jako symbol są w Nowej Zelandii wszechobecne – zdobią prawie wszystkie pamiątki (poza tymi z drużyną All Blacks). Nawet tutejsza kolej nosi oficjalną nazwę Kiwi Rail. Ptaki te, mimo że sympatyczne, nie są jednak jedynymi zwierzęcymi konkurentami do roli symbolu NZ. Oprócz psotnych kea, występują tu także najcięższe, nielotne papugi kakapo. Walce o przetrwanie tego ostatniego gatunku poświęcono fantastyczny film w muzeum Te Papa. Był to bój heroiczny, bowiem wprowadzenie samczyków w miłosny nastrój okazało się nie lada wyzwaniem - wolały one oddawać się harcom z ludzkimi głowami i zdechłymi przedstawicielami innych gatunków niż z własnymi samiczkami. Na szczęście liczba młodych powoli rośnie.


W dziale "zwierzęta hodowlane", palma pierwszeństwa należy bezapelacyjnie do owiec merynosów. Również wśród nich Kiwis mają swojego bohatera – samca o wdzięcznym imieniu Shrek. Stał się on bohaterem narodowym po tym jak uciekł przed farmerami, chcącymi go ostrzyc i ukrywał się w jaskiniach i lasach przez sześć lat. Gdy go w końcu złapano, jego futro ważyło 24 kg, a postrzyżyny pokazała telewizja publiczna. Merynos stał się ogólnokrajową sensacją i, po ostrzyżeniu, doczekał się nawet spotkania z panią premier Helen Clark. Sława zwierzaka wykracza poza granice wysp. Jego największymi zagranicznymi admiratorami są Japończycy, którzy nakręcili już dwa filmy o Shreku.

Źródło: stuff.co.nz



***

Jutro opuszczamy Nową Zelandię i udajemy się w długą podróż do Argentyny. Lecąc z Australii do Ameryki Południowej mija się międzynarodową linię zmiany daty.  Dzięki temu „odzyskamy” wszystkie godziny „stracone” w trakcie podróży na wschód. Z Sydney, gdzie mamy międzylądowanie, wylatujemy 19 marca o godz. 11 rano. W Buenos Aires lądujemy natomiast 19 marca o godz. … 10 rano, czyli cofamy się w czasie. Niestety, doba ta będzie dla nas trwała całe 39 godzin. Obawiamy się jednak, że nasze organizmy nie pozwolą nam w pełni wykorzystać tego prezentu i w Buenos padniemy wczesnym popołudniem.

2 komentarze:

  1. Oj dziewczęta kibicujemy Wam już z moją młodszą siostrą...może kiedyś pójdziemy w wasze ślady i ruszymy w świat. Piszcie dalej btw.nie mogę się już doczekać Ameryki Południowej. Pozdrowienia z Polski. Anna B.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki,Dziewczyny! Pozdrawiamy z Buenos, gdzie dotarłyśmy całkiem sprawnie, czego nie da się powiedzieć o naszych bagażach, które bawią w Australii (ponoć będą jutro popołudniu):(

    OdpowiedzUsuń