piątek, 18 marca 2011

Christchurch

Mieszkańcy Auckland i Wellington ostrzegają turystów, by na razie nie jechać do Christchurch. Od trzęsienia ziemi minęły zaledwie 3 tygodnie, a sytuacja w mieście nie nastraja do zwiedzania. Ostrzeżenia te jednak napotykają pewien poważny problem logistyczny – wszystkie passy autobusowe obejmują Christchurch i nie ma możliwości ominięcia tego miasta. Gdy się do niego wjedzie, mieszkańcy cieszą się widząc turystów i powtarzają „Dobrze, że przyjechaliście. Nie możemy wam niestety pokazać naszego pięknego centrum, ale dajcie nam trochę czasu, odbudujemy wszystko”. To, co uderza najbardziej, to przede wszystkim ogromny optymizm mieszkańców Christchurch, przejawiający się nie tylko w głębokiej wierze, że odbudują miasto i będzie ono równie piękne jak dawniej, ale przede wszystkim w trzeźwej ocenie sytuacji. W Christchurch byłyśmy cztery dni po trzęsieniu ziemi w Japonii. Ludzie powtarzali, że to co ich spotkało jest dramatem, ale nie było aż tak straszne w porównaniu z tragedią, jakiej doświadczają Japończycy. (Wzruszającym akcentem był napis na telebimie, który ujrzałyśmy po powtórnym lądowaniu w Auckland: ”Jesteśmy z Japonią w jej ciężkich chwilach”).

Pierwszy widok jaki ukazał się naszym oczom po wjechaniu do Christchurch, to dom przepołowiony wzdłuż całej długości, jak zabawkowe domki dla lalek, pozbawione zewnętrznej ściany. W pokojach stały szafki i krzesła, w kuchni toster zsuwał się z blatu, a w łazience czekała wanna. Brakowało tylko ściany oddzielającej je od ulicy. Centrum miasta jest zamknięte i strzeżone przez wojsko i licznych ochroniarzy. Mysz się nie prześlizgnie. Całe miasto sprawia wrażenie wymarłego. Wielu mieszkańców wyjechało, pozostali przenieśli się na przedmieścia. Wszystko jest pozamykane, a nieliczne otwarte przybytki wystawiają ogromne banery z napisami „Jesteśmy otwarci”. W ciemnym, opuszczonym mieście rzeczywiście trudno liczyć na otwartą knajpę z tajskim jedzeniem.

To, co zdumiewa, to zdolność organizacji Nowozelandczyków. W Christchurch panuje porządek, ludzie nie próbują dostać się do pozamykanych domostw. Ustanowiono specjalne centra dowodzenia, medyczne i informacyjne dla ludności. Obecnie najpilniejszą kwestią jest ocena bezpieczeństwa budynków. Dopóki każdy z nich nie zostanie sprawdzony, dopóty nie będzie można do nich wejść. Na ulicach widziałyśmy wiele zielonych kartek, oznaczających „bezpieczny”, jak również sporo czerwonych – każda z nich niewątpliwie była czyimś osobistym dramatem.






Trzęsienie ziemi zniszczyło ci komin? - odbudowa idzie pełną parą

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz