poniedziałek, 27 czerwca 2011

Brasilia


Brasília jest miastem, które w zamysłach swoich twórców, miało być ucieleśnieniem nowoczesności, jednak historia związana z jego powstaniem jest niezwykle mistyczna. Pewnej nocy, włoskiemu zakonnikowi Dom Bosco (założycielowi zakonu Salezjanów), przyśniła się wizja, w której zobaczył „nową ziemię wybraną”, „krainę mlekiem i miodem płynącą”. Widzenie to było tak dokładne, że zakonnik określił nawet równoleżniki, między którymi powstać miał ów nowy raj. Gdy parę lat później, trafił na Wyżynę Brazylijską, stanął na wzgórzu i powiedział: „To właśnie tu rozkwitnie nowa cywilizacja”. Dziś w miejscu tym stoi kapliczka poświęcona wizjonerowi.

Nie wiemy na ile prezydent Kubitschek, ojciec Brasílii, kierował się widzeniami włoskiego zakonnika, ale duchowa obecność Dom Bosco jest dziś w stolicy wciąż zauważalna: ma on piękny kościół, parę kaplic, a jego imieniem nazywane są ulice i osiedla mieszkaniowe. Samej Brasílii daleko jednak do mistycyzmu, aczkolwiek dla ogromnej armii zamieszkujących ją urzędników państwowych, miasto to mogło okazać się rzeczywiście „krainą mlekiem i miodem płynącą”.
Stolica, w założeniu, miała być idealnym miejscem do życia. Oskar Niemeyer, twórca Brasílii, obecnie 103–letni (!) brazylijski architekt, był uczniem samego Le Corbusiera. Ten ostatni stworzył inne sztuczne miasto – projekt Chandigarh w Indiach. Miejsca tego nie miałyśmy szansy odwiedzić, ale podobno jest jeszcze mniej przyjazne do życia niż Brasília. Biorąc pod uwagę indyjskie podejście do troski o przestrzeń publiczną, jesteśmy w stanie w to uwierzyć. Wbrew założeniom, Brasília jest miastem trudnym do życia, właśnie dlatego, że jest na wskroś modernistycznym, sztucznym tworem. Brak jej rzeczywistego, naturalnego centrum, bo za takie na pewno nie można uznać głównej stacji metra, brudnego dworca autobusowego i domu handlowego, przypominającego z wyglądu Domy Towarowe Centrum w latach 80-tych. Także główna arteria miasta, wzdłuż której umiejscowione są najważniejsze budynki, nijak nie sprawia wrażenia miejsca przyjaznego mieszkańcom. Jest to 12-to pasmowa jezdnia, przedzielona pasem zieleni, pozbawiona jakichkolwiek sklepów, barów czy kawiarni. Poza zwiedzaniem słynnej katedry i muzeum, w centrum nie ma zupełnie nic do roboty.
Katedra na zewnątrz...
i wewnątrz.
Muzeum Narodowe
Miejscowy Sejm - otwarty na wszelkie idee, o czym świadczy kształt siedziby
Teatr Narodowy, naszym zdaniem raczej paskudny
Spinacz?
Budynki Kongresu
Brasília zbudowana została na planie samolotu. Wspomniana wcześniej główna arteria miasta stanowi jego kadłub. Jej wschodnie zwieńczenie to „głowa” państwa, czyli siedziba parlamentu, rządu, wszystkie ministerstwa. Centrum to w założeniu domy handlowe i hotele. Ta ostatnia część uległa najbardziej gwałtownej przemianie, ponieważ podobnie jak w innych częściach świata, także w Brazylii, gigantyczne centra handlowe powstają obecnie na obrzeżach i to tam właśnie koncentruje się komercyjne życie miasta. Zachód „kadłuba” jest kompletnym pustkowiem. Kiedyś był tam przynajmniej obskurny dworzec autobusowy, obecnie przeniesiono go w zupełnie inne miejsce. Poza bardziej śmiesznym, niż dostojnym, pomnikiem prezydenta Kubitschka, ta część miasta jest prawie zupełnie wymarła. Gdzie toczy się więc normalne życie? Każdy samolot ma skrzydła, nie inaczej Brasília. Znajdujące się tam dzielnice mieszkalne, podzielone są na tzw. quadras. Każda z nich, ma w zamierzeniu stanowić samodzielny organizm, złożony z kilku bloków, różnej jakości i standardu, uliczki handlowej ze sklepami i świątyni (w każdej quadrze innego wyznania). W „naszej” jest buddyjska. Tak jak quadry różnią się standardem, tak uliczki handlowe jakością oferowanych usług. Na naszej nie da się kupić chleba, ale można za to ubrać psa w całkiem wymyślne ubranko. Przeważają jednak drogie restauracje, fryzjerzy i drogerie. Poruszanie się miedzy quadrami transportem publicznym jest możliwe, ale trudne. Większość mieszkańców stolicy nie wysiada więc z aut. Samochód jest zresztą kluczem do opisu Brasílii. Większość terenów rekreacyjnych, jezioro, centra handlowe, ambasady, w których pracuje znaczna część mieszkańców miasta, są właściwie niedostępne bez własnego transportu.
Oryginalny plan miasta, obecnie nowe dzielnice rozwijają się wokół "samolotu"
Ulica handlowa quadr 113 i 114
"Daj znak życia" - przejście dla pieszych
Budynek mieszkalny o wysokim standardzie
Brasília jest miastem, które fascynuje architektów. Nam trudno to zrozumieć, ponieważ poza katedrą i muzeum, reszta wizjonerskiej architektury Niemeyera wydaje się mało inspirująca. W dodatku, z biegiem czasu, pokryła się nie patyną, a brzydkim, tropikalnym liszajem. Betonowe konstrukcje, w klimacie Brazylii wymagają albo ciągłej konserwacji, albo wyglądają jak nasze komunistyczne bloki po 20 latach bez remontu. Gdy trzy lata temu, zobaczyłyśmy po raz pierwszy słynną, futurystyczną katedrę, wyglądała jak obraz nędzy i rozpaczy: szaro – bura, z powybijanymi szybami. Na swą korzyść, właśnie została ona świeżo odnowiona. Takiego szczęścia nie miały jednak niektóre budynki rządowe - chociażby Ministerstwo Sprawiedliwości wygląda strasznie, podobnie jak siedziby kilku innych resortów.
Aleja ministerstw, kilkanaście identycznych budynków stoi w równym rzędzie - estetyka wczesnego NRD
Zwiedziwszy zapewne większość atrakcji miasta, ostatniego dnia udałyśmy się do znajdującej się w naszej okolicy świątyni nieznanego nam zupełnie wyznania – Ligii Dobrej Woli (Legiao de Boa Vontade). Nie udałyśmy się tam bynajmniej ze względów mistycznych, ale z powodu niezwykłego kształtu kościoła i historii krążących po Brasília na jego temat. Miejsce rzeczywiście jest dosyć niezwykłe. Świątynia ma kształt piramidy, na środku głównej sali znajduje się czarno – biała spirala, po której chodzi się na bosaka (tak też uczyniłyśmy, ale pomimo zachowania przepisanej formy – najpierw ślimak czarny, potem biały, na koniec łyk święconej wody – kosmiczna energia nas nie nawiedziła), co stanowić ma formę religijnej medytacji. Podstawowym założeniem twórców wspólnoty było zjednoczenie wszystkich religii i umożliwienia wyznawcom różnych kultów modłów w jednym miejscu w ramach Totalnego Ekumenizmu. Naszym zdaniem, za dużo tu jednak portretów Chrystusa, aby wyznawcy religii niechrześcijańskich mogli się w tym otoczeniu odnaleźć. Poza symbolami chrześcijańskimi, jest też komnata egipska, gdzie przy dźwiękach muzyki, w otoczeniu posągów faraonów, można relaksować się na wygodnych fotelach. Prawdziwym ołtarzem jest jednak pokój założyciela kościoła, jego symboliczny grób i kamień symbolizujący energię kosmiczną. W gablotach powieszono portrety wielkich tego świata i dopiero tu widać prawdziwy synkretyzm Kościoła Dobrej Woli. Obok Chrystusa i Buddy, znajdują się tu portrety Dżyngis-Chana, Marylin Monroe, księżnej Diany, a nawet Ayrtona Senny. Nas jednak najbardziej ujęły podarki od przedstawicieli różnych wspólnot narodowych i religijnych zamieszkujących Brasília. Żydzi podarowali menorę, muzułmanie Koran, a Holendrzy… wazę. I tym oto optymistycznym akcentem żegnamy się z Brazylią, odezwiemy się z już Ameryki Środkowej.


P.S. Odnośnie feijoady, J spieszy donieść, że była bardzo smaczna, mimo że nie odważyła się spróbować frykasów takich jak uszka, ogony czy język :-). Dodatkowo, poniżej, bonusowa fotka brazylijskich chrupek serowych o niebanalnej nazwie ...

2 komentarze:

  1. jestecie niesamowite!

    OdpowiedzUsuń
  2. dziękujemy, ale bez przesady ... :-P
    JiP

    OdpowiedzUsuń