czwartek, 19 maja 2011

Tajemnicze Nazca


"Niebezpieczny zakręt"- wszechobecne, choć wciąż bawi
Kończymy powoli naszą podróż po tzw. Gringo Trail, czyli trasie biegnącej z Limy, przez Cuzco, Titikaka, Arequipę i z powrotem do stolicy, choć to jeszcze nie koniec naszej podróży po Peru. Niestety, nie zobaczymy północy kraju (nie tym razem), ale za to chcemy wrócić nad Titikaka bocznymi drogami. Nie jesteśmy pewne czy się nam to uda, ponieważ przewodnikowe opisy niektórych tras wprawiają w zdumienie. Jaka jest w rzeczywistości, okaże się wkrótce.

Na razie udało nam się zobaczyć ostatnią z żelaznych atrakcji Gringo Trail – linie w Nazca. Widziałyśmy zaledwie niewielki wycinek całości, ale wynika to z tego, że nie istnieje taka siła, która zmusiłaby którąkolwiek z nas, abyśmy dobrowolnie i „dla przyjemności” wsiadły do samolotu, a tym bardziej malutkiej awionetki. Żadne cuda świata nie są tego stresu warte. Z samolotów korzystamy tylko wtedy, gdy musimy. Wsiadłyśmy więc w lokalny autobus (całkowity koszt 7 soli, wycieczka z Nazca do tych samych miejsc – 60 soli!) i pojechałyśmy do dwóch punktów widokowych na pustyni. Wcześniej naczytałyśmy się narzekań turystów, którzy, zgodnie jak jeden mąż, twierdzili, że linii nie da się zobaczyć z ziemi. Wdrapałyśmy się na 2 wieże widokowe i teraz cały czas zastanawiamy się, czego spodziewali się malkontenci, którzy twierdzą, że nic z nich nie widać. Wieże mają z 10 metrów wysokości i nikt racjonalny nie powinien spodziewać się, że będą oferowały takie same widoki jak te, które można podziwiać z powietrza. Dla tych, którzy nie lubią latać lub nie dysponują 100 dolarami na miejsce w awionetce, dobra wiadomość – parę rysunków („ręce” „drzewo” i kilka nieco gorzej zachowanych tworów) owszem widać z wież widokowych. Po drodze można też obejrzeć bardzo skromne muzeum Marii Reiche, niemieckiej matematyczki, która spędziła życie na pustyni Nazca, próbując rozwiązać zagadkę tajemniczych malowideł. Niestety bez skutku, choć pośród naukowych teorii (do których nie można raczej zaliczyć paleoastronautycznych pomysłów Dänikena) przeważa ta, że rysunki są formą astronomicznego kalendarza. Do nas całkiem to przemawia. 




J, w towarzystwie naszych dwóch przyjaciółek, wybrała się też na pustynię, aby zobaczyć resztki dawnego miasta Cahuachi, uważanego za centrum dawnej kultury Nazca. Zbudowano je dwa tysiące lat temu z niewypalanej cegły glinianej, przez co niezwykle malowniczo wkomponowuje się ono w pustynny krajobraz. Naukowcy twierdzą, że to, co można obecnie zobaczyć, to jedynie 10 procent oryginalnych zabudowań. Tak czy siak, nawet tak skromny fragment robi wrażenie. Cahuachi jest znacznie oddalone od miasta i aby do niego dotrzeć trzeba zorganizować sobie transport przez pustynię (my wynajęłyśmy przez hostel samochód z przewodnikiem). Turyści chętnie odwiedzają wprawdzie cmentarzysko w Chauchilla, jednak niewielu z nich dociera do Cahuachi. Dzięki temu, można zobaczyć to miejsce w prawie całkowitej samotności. Kultura Nazca jest jedną z najbardziej tajemniczych w historii dziejów. Jako, że nie pozostawiła źródeł pisanych, a wszystkie teorie na jej temat pozostają czystymi spekulacjami, nie raz usłyszeć można głosy o jej rzekomym kontaktach z kosmitami (dowodem mają być słynne linie i wydłużone czaszki ludzkie, które znaleziono w okolicznych grobach).


Pustynia wokół Cahuachi kryje jednak także inne tajemnice. Olbrzymie jej połacie pokryte są rozrzuconymi kośćmi, czaszkami, strzępami ubrań czy ludzkimi włosami, pochodzącymi z dawnych cmentarzysk. Wraz z Hanią znalazłyśmy tu nawet… mocno zniszczoną mumię w pozycji embrionalnej. Niestety, wszystko to świadczy jedynie o ludzkiej chciwości i podłości. Zbezczeszczone grobowce nie są, bowiem, wynikiem działania sił natury, a zwykłych rabusiów. Jak powiedział nam nasz przewodnik, Julio, w Nazca było i jest wielu takich, którzy dorobili się fortun na sprzedaży skarbów z grobowców prywatnym kolekcjonerom. 




Mumia leżąca na prawym boku (widok od tyłu)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz