piątek, 20 sierpnia 2010

Wizy

Roczna podróż dokądkolwiek, a tym bardziej dookoła świata, związana jest z koniecznością załatwienia setek formalności. Jedną z nich są wizy. Uznałyśmy, że musimy rozwiązać kwestie wjazdu do trzech pierwszych krajów w których będziemy, resztą zajmiemy się po drodze. (Nota bene Azja w kwestii wiz jest miejscem okropnym. Całą Amerykę Południową, od Patagonii po Kanał Panamski, można przejechać bez jakiejkolwiek wizy. W dalekiej Azji tylko Japonia wpuści bez niej polskiego obywatela, a kilka krajów wyda ją na granicy. Zasadnicza większość wiz musi być jednak uprzednio załatwiona w konsulacie). Tak się składa, że dwa ze wspomnianych wcześniej krajów to biurokratyczna droga przez mękę dla podróżujących samodzielnie. Trzecim z nich jest Mongolia, która wizy wydaje bez pytania, pobierając jedynie "drobne" 60 Euro za miesięczną wizę turystyczną - niewiele mniej niż Stany, a dużo więcej niż Chiny czy nawet Rosja. Te dwa właśnie kraje dały nam nieco popalić.
 
Uzyskanie turystycznej wizy chińskiej nie jest trudne pod warunkiem, że leci się do Chin samolotem lub jedzie z wycieczką.  Wystarczy wówczas złożyć formularz wizowy ze zdjęciem, kopię biletu, rezerwacji hotelowych i zapłacić 220 złotych (tryb normalny, oczekiwanie na wizę - tydzień; tryby przyspieszone odpowiednio droższe).  Schody zaczynają się jednak wtedy, gdy do Chin jedziemy lądem i bilet do Pekinu chcemy kupić w Ułan Bator, nie mówiąc o tym, że nie będziemy go mieć zapewne aż do ostatniego dnia. Oficjalnie ambasada Chin w Warszawie nie wydaje wiz osobom nieposiadającym biletu i rezerwacji w hotelu. A na spotkanie z konsulem i tłumaczenie się, że nie chcemy obalić ustroju ani wyzwolić Tybetu (nieprawda, oczywiście, że chcemy!) jakoś nie miałyśmy ochoty. Szczególnie, że jego decyzje są nieprzewidywalne. W takiej sytuacji można wystąpić o wizę chińską w konsulacie w Ułan Bator. Z bliżej niewyjaśnionych przyczyn jest ona wydawana w Mongolii bezpłatnie, ale za to - w wypadku braku biletu wyjazdowego z Chin (nasz przypadek) - dają ją tylko na 16 dni. Mało. 

Ci, którzy żyli choć trochę w komunistycznym państwie wiedzą, że z jego administracją jest tak, że wszystko z pewnością da się załatwić, trzeba tylko znaleźć na to sposób. Okazało się (wiedzę tę zdobyłam (P.) dzięki uprzejmości kilku internautów poleconych przez kolegę), że rezerwacja przelotu do Chin i z powrotem traktowana jest przez władze konsularne, na równi z biletem. Robimy więc w dowolnym biurze podróży rezerwacje na lot do Pekinu, Szanghaju lub innego miasta w Chinach - taka rezerwacja wygasa automatycznie po 24 lub 72 godzinach, więc gdy stajemy w kolejce przed wydziałem konsularnym ambasady Chin, jest już zazwyczaj nieważna, ale nikogo to nie interesuje. Z hotelem jest jeszcze łatwiej. Na hostelbookers.com , lub innym portalu tego rodzaju, bookujemy 3 noce w najtańszym hostelu - płacimy wprawdzie 10% ceny noclegu, ale jest to jakieś 3 Euro. Nawet jeśli nie dotrzemy do Pekinu w czasie, w którym zarezerwowałyśmy hostel, to przebolejemy tę kwotę. Z wydrukiem rezerwacji biletu, rezerwacją hostelu i wypełnionym formularzem wizowym udajemy się do ambasady. Trzeba tu odstać swoje - w naszym przypadku ponad godzinę do złożenia formularza i drugie tyle po odbiór paszportu - ale niczego nie ma za darmo. Trzeba też pamiętać o tym, że wyjazd do Hongkongu i Macao jest traktowany jako opuszczenie terytorium Chin. A to oznacza, że jeśli potem do nich wracamy, potrzebujemy wizy dwukrotnego wjazdu.  I taką dostałyśmy, bez żadnych dodatkowych pytań.  W ciągu 6 miesięcy mamy prawo wjechać do Chin dwa razy i każdy pobyt może wynosić 30 dni.  Jakby idealnie stworzone dla naszych potrzeb i w sumie okazało się to łatwiejsze niż się początkowo wydawało. 

O ile z Chinami sobie poradziłyśmy, tak w przypadku Rosji musiałyśmy się poddać. Aby starać się o rosyjską wizę trzeba mieć specjalne ubezpieczenie, voucher i potwierdzenie przyjęcia turysty zagranicznego, choć być może te dwa ostatnie są jednym i tym samym papierkiem.  Nikt nie potrafił nam tego wyjaśnić. Po miesiącu prowadzenia korespondencji z panią z Inturistu, niegdysiejszego monopolisty w podróżach po terenach byłego ZSRR (obecnie na szczęście już nie) dowiedziałyśmy się, że wizy nie dostaniemy jeśli nie zarezerwujemy przez Inturist  jednego z oferowanych nam hoteli w Moskwie. Najtańszy kosztował 120 Euro za noc, co nie mieści się w pojęciu "on the budget". Nie z nami te numery, szczególnie, że wcześniej wspomniana pani przysięgła na wszystkie świętości, że bez biletu wizy do Chin nie można dostać. Skontaktowałyśmy się z kilkoma innymi biurami, gdzie powiedziano nam, że pani z Inturistu oczywiście kłamie i że są to powszechne praktyki tego biura. Ostrzegamy więc - hotelu rezerwować nie trzeba. Koniec końców zleciłyśmy załatwienie wizy innej firmie, choć oczywiście można to zrobić samemu, ale i tak trzeba wykupić to nieszczęsne ubezpieczenie w jednym z biur pośredniczących w załatwianiu wiz do Rosji. Vouchery przysyłają hostele z Moskwy. Wspomniane biuro zajęło się wszystkim, w tym organizacją tranzytowej wizy przez Białoruś i po 2 tygodniach otrzymałyśmy wizy do Rosji. Koszt obsługi przy załatwieniu 4 wiz (Rosja i Białoruś razy 2 osoby) to ok. 300 zł.

W międzyczasie zasady wydawania wiz zmieniły Indie i nie możemy już dostać ich w Warszawie bo nie mamy biletu.  Będziemy próbować w Bangkoku, choć oficjalnie powinnyśmy zrobić to w Polsce.  Zobaczymy, najwyżej nie wjedziemy do tego kraju, trudno. Po tym wszystkim,  zasiadłyśmy do komputera aby poczytać o wizie do Australii. Dowiedziałyśmy się, że od jej wydania możemy wjechać do tego kraju w ciągu roku i pozostać tam 3 miesiące z możliwością powrotu po miesięcznej przerwie, jak również że jest ona bezpłatna i jedyne co trzeba zrobić to wysłać internetowy formularz. Wysłałyśmy. Po 10 minutach przyszedł mail, w którym australijski Departament Imigracji z radością poinformował nas, że otrzymujemy wizę i że życzą nam szczęśliwej podróży do Australii.

Pytanie, które samo się nasuwa, jest następujące - czy gdyby obywatel kraju UE chciał gdzieś uciec, oszukać władze, pracować nielegalnie, przedłużać pobyt, który z trzech krajów najprawdopodobniej by wybrał - Rosję, Chiny czy Australię?   

13 komentarzy:

  1. Australia jest strasznie policyjna, wiec tam chyba najlatwiej zlapac podejzanych. W Chinach lub Rosji zagineliby oni w tlumie... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No tylko pytanie się pojawia - po co tym australijczykom ta zabawa skoro to po nic (dostajesz wize w 10 minut i to przez kompa) :-) w Rosji i Chinach przynajmniej cala męka daje pracę tysiącom ludzi ;-)

    Tak czy siak trzymam kciuki za indyjską ;-)

    Iwa

    OdpowiedzUsuń
  3. Super wpis! Dokladnie mamy ten sam problem co wy z Chinami :/ Tylko jak zrobic rezerwacje biletu lotniczego bez placenia za niego??

    OdpowiedzUsuń
  4. Ewelina

    taką rezerwację może zrobić każdy agent lotniczy. Nie zrobisz tego sama przez internet, ale jeśli pójdziesz do biura podroży i poprosisz o rezerwację biletu do Pekinu lub Szanghaju to powinni Ci zrobić taką rezerwację i wysłać potwierdzenie na maila. Moje warszawskie doświadczenie jest takie, że agenci wiedzą o co chodzi i nie robią z tym problemu. Nam pomogło biuro Weco Travel z Warszawy ale załatwiałyśmy przez nich wizę tranzytową przez Białorus i wizę rosyjską.

    Pozdrawiam

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  5. Też będę podróżować koleją do Chin i miałam załatwiać wizę w Mongolii, ale okazało się, że to jeszcze większy problem (potrzeba invitation letter od Chińczyka?!), także muszę zrobić to w Polsce. Nie wiecie może czy trzeba też okazać bilet wylotowy z Chin? Z Chin zamierzam się wydostać lądem przez Tybet i z oczywistych względów nie chcę zdradzać tych planów w ambasadzie. Także muszę zrobić fikcyjną rezerwację lotniczą w jedną czy dwie strony? Pozdr RENIA
    PS. Świetnie się czyta Waszego bloga na smartfonie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Podróżą do Tybetu nie należy się chwalić w konsulacie:-) Potrzebujesz rezerwacji w dwie strony. Konsula mniej interesuje jak wjedziesz (np. koleją transmongolską) a bardziej kiedy i jak wyjedziesz. Opcja z lotem do i z Pekinu/Szanghaju jest optymalna. Powodzenia

    JiP

    OdpowiedzUsuń
  7. Polecam skorzystać z pośrednictwa wizowego starając się o wizę do Chin. Taka usługa nie jest droga, a bardzo ułatwia planowanie podróży. Tutaj można przeczytać więcj: http://szybka-wiza.pl/pl/wiza/kraj/chiny

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej! Czy przy tej fikcyjnej rezerwacji biletu jest ważna data wylotu?? wylot moze byc po 2,14 dniach czy po miesiącu czy jest to obojętne?

    OdpowiedzUsuń
  9. rezerwacja zawsze jest na okreslone daty np. wylot 2 maja, powrot 14 maja. Ale jesli robisz rezerwacje dla wizy to wylot powinien byc po takim okresie, na jaki chcesz dostac wize.

    OdpowiedzUsuń
  10. a przy wizie do Australii nie wymagali potwierdzenia biletów?

    OdpowiedzUsuń
  11. wnioski wizowe o wizę australijską wypełniałyśmy online i nie załączałyśmy żadnych dokumentów. Do Sydney leciałyśmy z Denpasar w Indonezji i ani tam ani w Sydney nikt nie sprawdzał nam czy mamy bilety wyjazdowe z Australii.

    OdpowiedzUsuń
  12. super :D czyli jednak da się !!! ogromne dzięki

    OdpowiedzUsuń